wtorek, 9 września 2014

Dalsze przygody surfaholiczki...czyli pierwsze tygodnie po powrocie do szkoły oraz włoskie "wakacje"...


"Hey brother, there’s an endless road to re-discover.
Hey sister, know the water's sweet but blood is thicker.
Oh if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do."

Czemu piszę dopiero teraz? A dlatego, że od ostatniego wpisu w ogóle nie miałam czasu. Jednak wzięłam się do roboty i o to po raz pierwszy i pewnie ostatni wspominam wakacje.

Kilka tygodni temu pisałam o przyjeździe Julie (francuski z "wymiany"), nie wspomniałam jednak iż nie był to koniec mojej przygody z goszczeniem.
Dwa tygodnie temu przyjechała do mnie Valentina z Włoch, nie na tydzień, nie na dwa, ale na cały, caluteńki  rok... Wspominałam już, że lubię wyzwania?
Przyjazd nowej, zupełnie nieznajomej osoby na pewno takim będzie, nie tylko dla mnie, ale i całej mojej rodziny. Tak naprawdę dopiero teraz, po dwóch tygodniach spędzonych razem uświadamiam sobie, że może być dużo trudniej niż zakładałam na początku - co nie oznacza, że gorzej!
Włochy mimo, że tak jak Polska znajdują się w Europie są od niej dość odmienne kulturowo. 

Inny kraj, inne przyzwyczajenia, zachowania, inna kultura. Poprzez wspólne rozmowy (a także mieszkanie w jednym pokoju) dowiedziałam się kilka ciekawostek o tym kraju, ludziach, a w szczególności o mojej nowej współlokatorce (co na razie pozostanie tajemnicą).

Kilka faktów (mocno subiektywnych, gdyż zaobserwowanych przeze mnie):
1) Zaczynając może i trochę stereotypowo, ALE włosi są NAPRAWDĘ bardzo głośni i ze sprawdzonego źródła wiem, że dużo gestykulują.
2) Palenie było jeszcze kilka lat temu dozwolone (a przynajmniej tolerowane) we włoskich liceach.
3) Obiad jedzony jest wieczorem, tak, jak polska kolacja tylko, że większa. 
4) Do robienia espresso są specjalne czajniki, małe - na jedną kawę i większe - na kilka, (może i jest to fakt powszechnie znany, ale nie miałam o tym pojęcia).
5) Włosi się nigdy i nigdzie nie spieszą.

Niewątpliwie najbliższy rok zapowiada się ciekawie. Już teraz dowiedziałam się więcej, niż przez kilka ostatnich lat.

1) Wolne chodzenie bardzo mnie irytuje... Ja po prostu nie umiem wolno chodzić, zaczęłam specjalnie nosić buty na wyższym obcasie, aby zwolnić tempo.
2) Jeżeli chcę to umiem zasnąć przy zapalonym świetle, ze współlokatorką przez godzinę nawijającą (wcale nie najciszej) po włosku i muzyce w słuchawkach, ustawionej na maxa. Nie myślałam, że jestem do tego zdolna.

3) Palenie niewiarygodnie mnie irytuje, naprawdę nie zamierzam zacząć palić. (O tym akurat wiedziałam, po prostu się upewniłam.)

Dodatkowo przekonałam się, że moi rodzice mi ufają i wierzą, że to do czego dążę ma sens, za co jestem im naprawdę wdzięczna.

W sumie, mimo czasami pojawiających się problemów, (które pojawiać się będą ZAWSZE), goszczenie, jak i sam wyjazd jest świetną sprawą. O zaletach nie będę się już rozpisywać, bo było o tym wcześniej. Mogę jedynie dodać, że jak na razie pobyt Valentiny zbliża całą naszą rodzinę do siebie. Jest więcej śmiechu, spędzania wspólnego czasu, niż kłótni i krzyków...

Ludzi z wymiany, którzy przyjeżdżają do Polski, jak i tych wyjeżdżających podziwiam, uwielbiam i gorąco im kibicuję, bo wymaga to pewnej odwagi i otworzenia się na innych ludzi. Życzę im wszystkim udanego roku/lat spędzonych na podróżowaniu, poznawaniu świata i siebie. Sama mam nadzieję wyjechać w przyszłym roku i już teraz robię wszystko, co możliwe, aby mi się to udało.


The Surfaholic Girl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz