"Can we go back, this is the moment
Tonight is the night, we’ll fight till it’s over
So we put our hands up like the ceiling can’t hold us
Like the ceiling can’t hold us"
Tonight is the night, we’ll fight till it’s over
So we put our hands up like the ceiling can’t hold us
Like the ceiling can’t hold us"
Ten post będzie o mojej niedawno rozpoczętej przygodzie z bieganiem, motywacji i emocjach, a także nudzie, która dopadła mnie już na początku sierpnia.
Właśnie wróciłam z mojego piątego już biegu. Endorfinki nadal szaleją, a ja po tygodniowym pobycie u babci i nie robieniu niczego, po prostu czuję, że żyję.
Biegać nienawidziłam od zawsze, co nie oznacza, że kiedy musiałam to nie biegałam - biegałam i to nawet szybko. Po prostu nie lubiłam tej zadyszki, uczucia zmęczenia, baa nie zmęczenia - po kilkuminutowym biegu płuca sobie wypluwałam. Wolałam krótkie dystanse, gdzie biegłam jak najszybciej mogłam, byle to trwało jak najkrócej. Teraz wiem, że brakowało mi...nadal brakuje wytrwałości.
Tak naprawdę to właśnie niedawno rozpoczęta moda na bieganie zmusiła mnie do sprawdzenie siebie. W pismach pojawiały się zdjęcia kobiet biegających z uśmiechem, a ja patrzyłam na nie i zgrzytałam zębami, przypominając sobie, że minuta biegu to dla mnie wyzwanie... a co dopiero 45.
Kiedyś już pisałam, że jestem osobą upartą, dlatego na początku sierpnia, kiedy po powrocie z obozu zaczęłam się nudzić, stwierdziłam, że była to dobra pora, by rozpocząć moją przygodę z bieganiem. Chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście jest to tak przyjemne i uzależniające, jak ludzie mówią. Poszperałam trochę w internecie szukając informacji jak zacząć, aby nie poddać się po pierwszej próbie i tak trafiłam na stronę www.biegaj40minut.pl. Adres strony idealnie odwzorowywał to co zamierzałam osiągnąć, więc już następnego dnia postanowiłam wypróbować 12-tygodniowy plan treningowy. Oczywiście nie obyło się bez przeszkód. Zaczęłam nie następnego dnia, ale kilka dni później, postanowiłam jednak przejść od razu do tygodnia drugiego, który nie wydawał mi się z początku ciężki. Było to dobre posunięcie.
Za mną już piąty bieg i mimo tego, że nadal za tym nie przepadam, nie będę oszukiwać - nadal nie odczuwam tej obiecywanej przyjemności, to muszę przyznać - coś w tym jest, w końcu nadal biegam!!!
"drugi tydzień" - pierwszy bieg ;)
"drugi tydzień" - drugi bieg
"drugi tydzień" - trzeci bieg
A tak to powinno wyglądać
"trzeci tydzień" - pierwszy bieg
i tak moje bieganie powinno wyglądać pod koniec tygodnia
The Surfaholic Girl







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz