środa, 20 sierpnia 2014

Can't hold me


"Can we go back, this is the moment
Tonight is the night, we’ll fight till it’s over
So we put our hands up like the ceiling can’t hold us
Like the ceiling can’t hold us"


Ten post będzie o mojej niedawno rozpoczętej przygodzie z bieganiem, motywacji i emocjach, a także nudzie, która dopadła mnie już na początku sierpnia.

Właśnie wróciłam z mojego piątego już biegu. Endorfinki nadal szaleją, a ja po tygodniowym pobycie u babci i nie robieniu niczego, po prostu czuję, że żyję.

Biegać nienawidziłam od zawsze, co nie oznacza, że kiedy musiałam to nie biegałam - biegałam i to nawet szybko. Po prostu nie lubiłam tej zadyszki, uczucia zmęczenia, baa nie zmęczenia - po kilkuminutowym biegu płuca sobie wypluwałam. Wolałam krótkie dystanse, gdzie biegłam jak najszybciej mogłam, byle to trwało jak najkrócej. Teraz wiem, że brakowało mi...nadal brakuje wytrwałości. 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Goodbye Chałupy...


"Chałupy welcome to Bahama mama luz 
Afryka dzika dawno odkryta 

Chałupy welcome to! 
Chałupy welcome to sun of Yamaica blue 
Polish Barbados i Galapagos 
Chałupy welcome to!" 



Wszystko co dobre to kiedyś się kończy... i do tego trwa za krótko.

Wczoraj wróciłam z Chałup (miejscowość nad polskim morzem, na Półwyspie helskim) i dopiero teraz, po całym dniu spędzonym w domu zaczyna mi brakować tego surferskiego klimatu, który w Polsce można spotkać tylko tam.
Pływam na windsurfingu od kilku lat i jak już pisałam - uwielbiam to. Przez cały rok sumiennie odkładam pieniądze, żeby tylko pojechać tam w wakacje. W tym roku niestety tylko na tydzień, ale cieszę się z każdej spędzonej tam minuty. Wróciłam wczoraj, a już planuję wyjazd na przyszły rok - tak bardzo kocham Chałupy.
Trochę jestem zawiedziona, że jak to w Polsce bywa, pogoda nie dopisała ( 2 dni wiatru na tydzień), ale przecież to nie El Gouna, Fuertaventura, czy inny popularny spot windsurfingowy. Sentyment do Chałup pozostanie i bez pogody. To tam mogę rozwijać swoje pasje, spotkałam najlepszych, najbardziej kochanych i zakręconych ludzi, jadłam najsmaczniejsze gofry w życiu ( na słodko i wytrawne, btw. pesto, mozarella, suszone pomidory, bazylia - pycha!!!) i byłam na imprezach, których na pewno nie zapomnę. 

Każdemu polecam wyjazd do Chałup. Każdy jest tam uśmiechnięty,chętny do rozmowy (niezależnie od wieku), nikt się nigdzie nie spieszy... Idealne miejsce na wakacyjny CHILLOUT :)




A jako, że jestem już w domu, to miałam czas spokojnie usiąść i rozmyślać i dotarło do mnie, że połowa wakacji już minęła!!! Tak naprawdę wakacyjne wyjazdy już się dla mnie skończyły i będę miała trochę czasu dla siebie, dlatego zabieram się za rzeczy, na które nigdy nie miałam czasu. Punkt pierwszy -  BIEGANIE. Nigdy nie lubiłam biegać, ale w te wakacje postanawiam to zmienić. 
Życzcie szczęścia ;)

The Surfaholic Girl