"I don't care if Monday's blue
Tuesday's gray and Wednesday too
Thursday I don't care about you
It's Friday, I'm in love"
Ferie powoli się kończą, a ja znowu jestem chora i po raz pierwszy w życiu mam nadzieję, że wyzdrowieję do poniedziałku i będę mogła iść do szkoły. Już nawet nie zależy mi tak bardzo na tych wszystkich sprawdzianach, które muszę napisać, ale mając na uwadze mój prawdopodobny przyszłoroczny wyjazd coraz bardziej zaczęło mi zależeć na mojej klasie i zrozumiałam, że nie chcę jej opuszczać. Zabawne, jak dopiero teraz zaczęłam sobie uświadamiać, że do skończenia liceum z własną klasą zostało mi kilka miesięcy, a potem mogę ich już więcej nie zobaczyć. Zrozumiałam, że będzie mi ich brakować w przyszłym roku i na pewno będę tęsknić. Ale dość już tych rozmyślań. Szkoła dopiero za trzy dni więc na szczęście mam jeszcze czas, aby coś napisać i opisać trochę pobyt w Warszawie.
Muszę przyznać, że miło było mieszkać ten tydzień w mieszkaniu (apartamencie bardziej) niż w domu. Już zapomniałam jakie to miłe uczucie mieć widok z okna na miasto, a nie na podwórko sąsiada. A widok był przepiękny. Owszem bywają ładniejsze, ale nie można mu niczego zarzucić.
W każdym razie niby miałam okazję (lekko przeziębiona) wypocząć, ale tak naprawdę to odpocznę dopiero po olimpiadzie i po nadrobieniu wszystkich zaległości - czyli gdzieś pewnie około kwietnia. Nie narzekam jednak, sama się na to zdecydowałam. Coś tam jednak udało mi się zrobić przez ten tydzień, więc nie jest najgorzej. Jeżeli nie padnę to wezmę się też za sprawdziany i jakoś wszystko pójdzie.
Następnego posta, który być może będzie o czymś bardziej konkretnym nie radziłabym się więc spodziewać przed 14 marca.
The Surfaholic Girl


