piątek, 7 listopada 2014

1st November, Lasagna and french...


"Now look at us, we pick it up

We set it on fire
'Cause you know you're never fully dressed without a smile!
We show it out, we're playing now
We're living the life,
But baby you're never fully dressed without a smile!"


          Cieszę się, że ten tydzień dobiegł już końca. Dawno nie pisałąm, ale to ze względu na fakt, że nie miałam czasu, już dawno nie zdarzało się, że tyle się uczyłam. W zeszły weekend też nic nie zdążyłam zrobić, bo 1 listopada, wyjazd na cmentarze, spotkania z caaaałą rodziną i jeszcze powrót taty z Francji.

       Szczerze mówiąc wyjazd na cmentarz był w tym roku w miarę ciekawy, a najlepsza była mina Valentiny, gdy zobaczyła te wszystkie znicze i kwiaty i zapytała mnie: "czemu tu jest tyle tego wszystkiego" i nawet nie wiedziałam co jej odpowiedzieć oprócz tego, że zawsze jest taka ilość, taka tradycja. Potem się zaczęłyśmy z mamą wypytywać i  okazało się, że obchodzi to święto we Włoszech, ale po prostu kładzie świeczkę na grobie i tyle. Za to coraz popularniejsze jest tam Halloween, dlatego była trochę (mało powiedziane) zawiedziona, że jest ono tak słabo obchodzone w Polsce. Sama się nawet zainteresowałam, jak to jest w innych krajach, czy tylko Polska jest tak bardzo katolicka, bo także kiedy tata wrócił z Francji powiedział, że w sklepach są tam same dynie. Poszperałam trochę w internecie i za dużo się niestety nie dowiedziałam. Obchody Swięta Zmarłych zależą od regionu i pewnie jeszcze od zwyczajów każdej rodziny. Żałuję tylko, że nie pojechałyśmy wieczorem, bo dowiedziałam się, że obcokrajowcy są zachwyceni wyglądem cmentarza nocą. Znam takich, którzy jadą specjalnie tylko po to, by zobaczyć jak wygląda.


Dzisiaj za to wróciłam ze szkoły wcześnie, bo pisałam pierwszy etap olimpiady, a mama chyba się nade mną zlitowała i stwierdziła, że mogę wrócić do domu. W sumie to zaczyna mieć do mnie coraz większe zaufanie i traktować mnie doroślej...no przynajmniej czasami. Gorzej, jeżeli nie przejdę, bo znowu będę miała uczucie jakbym zawiodła wszystkich, szczególnie przez to, że zależy jej pewnie bardziej ode mnie. Wtedy to przynajmnie zniknie problem co zrobić z faktem, że Selection Camp jest tego samego dnia co drugi etap. Tym też się powinnam zająć...ale to poźniej.

Teraz na szczęście nie muszę jeszcze o tym myśleć, mam długi weekend odpoczynku ( no przynajmniej od szkoły, bo nie wiem czy odpocznę), a za drugi etap zabiorę się dopiero za tydzień. Powinnam też nadrobić wszystkie zaległości jakie mam w szkole, przez dni, w których miałam mecze sietakówki (nota bene jeden nawet wygrałyśmy), ale zapewne nie zdążę, bo przyjeżdżają Prisca i Petra (koleżanki Valentiny z wymiany, które mieszkają blisko Krakowa). Szykuje się więc następny długi weekend. 

I jeszcze Lasagna którą zrobiłyśmy (co zajęło nam ponad 3 godziny)

I jeszcze mała ciekawostka a propos sosu Bechamel. Nigdy nie sugerujcie włochom, że coś nie jest włoskie. W zeszły weekend miałyśmy dość długą dyskusję czy Bechamel jest włoski, czy francuski, bo Valentina mówiła, że włoski, a ja z ciocią słyszałyśmy, że francuski, a wikipedia w każdym języku mówi co innego. Dobra rada: lepiej zgodzić się, że jest włoski już na samym początku.



The Surfaholic Girl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz