niedziela, 12 kwietnia 2015

Up we go... czyli trochę motywacji na wiosnę

"Everyone here is ready to go
its been a hard year and i only know
from down this low, its only up we go
up we go"

Wiosna w końcu przyszła i wypadałoby obudzić się z zimowego snu oraz postawić na aktywność. Mój blog ucierpiał przez ostatni miesiąc i muszę przyznać, że to moja wina gdyż sama potrzebowałam trochę czasu na przestawienie się z trybu zimowego na letni. 
Obiecałam napisać jak poszło z olimpiadą i wszystkim, do czego dążyłam przez ostatnie miesiące. Wyjazd do Lublina, gdzie odbywał się ostatni etap olimpiady był świetnym doświadczeniem. Możliwość spotkania wszystkich osób, którym zależy na tym samym co tobie jest w pewnym sensie budująca. Co mnie zdziwiło, to fakt, że nie było między nami odczuwalnej rywalizacji, a raczej każdy starał pomóc się drugiej osobie. Oczywiście nie mówię o wszystkich, bo trudno poznać 60 osób w dwa dni, jednakże naprawdę poczułam więź z tymi ludźmi. Byliśmy zakwaterowani w samym centrum Lublina w hostelach  i tu naprawdę duży plus dla osób odpowiedzialnych za wybór hosteli. Wszędzie blisko (chociaż Lublin jest miastem, w którym prawie wszędzie można dojść pieszo), możliwość zwiedzenia miasta i dość duża niezależność, którą mieliśmy.

Widok na Lublin (słaba jakość - brak aparatu)


Ostatnie powtórki przed ustnym

Taki wyjazd zdecydowanie różnił się od wycieczek szkolnych i muszę przyznać, że naprawdę pasował mi tryb studenckiego życia. Właśnie dzięki takim wyjazdom nabieram pewności, że sobie poradzę. Zawsze. A co do rezultatów - to jestem finalistką! Nie jest to laureat, na którego miałam nadzieję, ale czego nie wiedziałam to fakt, że i laureat i finalista mają takie same uprawnienia. Czyli... mam zaliczoną maturę rozszerzoną z francuskiego na 100 %!!! Niesamowite uczucie, kiedy wysiłek włożony w osiągnięcie celu nie poszedł na marne. Co więcej dostałam parę listów od polskich uniwersytetów, które zapraszają mnie, by tam studiować. Teraz tylko ambicja i chęć zwiedzenia w ten sposób innych miast nie powstrzymuje mnie od wzięcia udziału w przyszłych edycjach.


Ten post chciałabym właśnie poświęcić motywacji i wytrwałości w dążeniu do swoich celów. Dopiero teraz zauważam, jak bardzo byłam skupiona, by to osiągnąć. Najważniejsze jest, by się nie poddawać, ale też wyznaczać realne cele. Moi rodzice zawsze kiedy mi się coś uda mówią, że miałam po prostu szczęście, co niestety nie jest prawdą Każdy mój sukces jest wynikiem ciężkiej pracy, która nie zawsze jest widoczna. Należy po prostu patrzeć przyszłościowo, gdyż każde nasze działanie ma swój skutek w przyszłości. Przed podjęciem każdej decyzji pomyśl sobie, jak może wpłynąć na twoje życie teraz, za miesiąc i za kilka lat. Tylko wtedy będziesz wiedział, czy jest to dobry wybór. Długoterminowe plany zawsze działają.
Moje zimowe plany na szczęście zostały zrealizowane. Teraz czas na nowe. Po powrocie z Lublina zauważyłam spadek energii. Już po tygodniu nie miałam co robić, dopadło mnie znużenie i nuda. Codziennie te same zajęcia, pobudka - szkoła - powrót do domu, a w domu nic do roboty, tylko popołudnia przed laptopem. Po kilku dniach nie mogłam tego wytrzymać, co oznaczało czas na nowe plany. Jak już wspomniałam wiosna przyszła, a wraz z nią czas na odświeżenie stroju sportowego. Jakoś tak się dzieje, że nie mogę usiedzieć w domu. Kupiłam karnet open na zumbę, więc by nie stracić pieniędzy muszę iść przynajmniej 13 razy w miesiącu. To się nazywa motywacja. Nie ważne jaka, ważne, że działa.
O moim planie na lato następnym razem.

The Surfaholic Girl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz