wtorek, 17 lutego 2015

AFS Portugal, ferie...and I'm gonna play it


  "This is my heartbeat song and I’m gonna play it
Been so long I forgot how to turn it up up up up all night

Oh up up all night long"

Część dalsza opowieści prosto z Francji. Skompletowałam trochę więcej zdjęć, dlatego dzisiaj o francuskich smakołykach.

Po pierwsze i najważniejsze, czyli "galettes" - naleśniki na słono prosto z Bretanii.






Po drugie, czyli "crepes". W formie deseru, na słodko:

Na drugim planie tego zdjęcia widać taki czarny dzbanek i filiżanki, jak do herbaty, jednakże jest to dzbanek do cydru. 
Do picia cydru istnieją nawet właśnie takie specjalne, tradycyjne, bretońskie filiżanki.

Przechodząc do jedzenia, z którym utożsamia się Francję, czyli owocami morza, specjalnie się przemogłam i ich spróbowałam. Na pierwszy ogień poszły "bulots", czyli coś podobnego do ślimaków, o których to już pisałam, jednakże nie mam ich zdjęcia. Możecie uwierzyć mi na słowo - nie było to dobre. Potem spróbowałam krewetek. Niby w Polsce też można je dostać, ale jakoś nigdy nie miałam okazji ich spróbować. W restauracji są za drogie, a kupne nie zawsze są dobre, a wolę się nie zrazić na samym początku.
W każdym razie posmakowały mi i cieszyłam się, że ich spróbowałam, bo następnego dnia miałam w domu sałatkę z krewetek na kolację.
Potem przyszedł czas na ostrygi, których się najbardziej obawiałam. Szczególnie kiedy usłyszałam, że trzeba je zjeść żywe, bo inaczej można się trochę zatruć. Miałam tylko nadzieję, że ta moja jest żywa, bo nie miałam pojęcia jak to stwierdzić. 

Mogę się pochwalić, że zjadłam aż jedną.

Co do deserów to przeważały musy czekoladowe, malinowe itp. Jednakże podczas tego tygodnia starałam się wybierać bardziej oryginalnie, tylko raz wzięłam mus.
"Clafoutis" rabarborowe. Taki trochę zakalec z rabarbarem, ale za to jaki pyszny.

Więcej zdjęć jedzenia niestety nie mam i tak jestem z siebie dumna, że mam ich aż tyle. Co więcej z mojego pobytu w Rennes wyjechałam obładowana słodyczami, ulotkami i przewodnikami oraz jak zwykle kiedy jestem we Francji, kupiłam kilka numerów "Surfsession".


<3

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zostawiając już Francję w spokoju i wracając do bieżących spraw to... jadę na rok do Portugalii! Ja to mam to szczęście, że napisałam o wszystkich krajach, do których aplikowałam, oprócz tego jednego, a właśnie tam jadę. Jestem w trakcie wypełniania aplikacji i muszę się zmuszać, żeby uczyć się na olimpiadę, a nie spędzać całych dni, czytając o Portugalii i o wszystkim, co z nią jest związane.
Na szczęście ferie się właśnie zaczęły i mam trochę więcej czasu, by się wszystkim zająć (pomijając fakt, że jutro jadę do Warszawy, więc czas mam tylko dzisiaj).


The Surfholic Girl









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz